W buszu
Wylegiwały się w każdym kanale, wolnopłynącej rzeczce. Małe i duże grzały łuski i spiczaste ogony w słońcu, walczyły o terytoria, brodziły w wodzie. Nauczyłam się określac ich wiek: rosną stopę (około 30 cm) w ciągu roku. I nigdy nie przestają im rosnąć zęby: jak stracą jeden, nowy już czeka w pogotowiu, żeby kosteczki komuś przetrącić. Przystojny aligator okazał się więc mieć sporą konkurencję. Tylu ich w życiu w jednym miejscu nie widziałam!
Ptaki towarzyszyły każdemu naszemu ruchowi. Siedziały na drzewach, na plaży, na drzewach na plaży. Dłubały w palmach i słupach elektrycznych, śpiewały, straszyły, polowały, zanużały dzioby w morskim piasku, czyściły skrzydła. Może dlatego, że właściwie gdzie nie spojrzeliśmy – bach, rezerwat subtropikalnych roślin, zwierząt i ekosystemu. Na przykład „Ding” Darling, który zwiedziliśmy trzy razy: bez lornetki, z lornetką, i z teściem, to prawie 6,5 tysiąca hektarów i ponad 200 gatunków ptaków. A wokoło bujnie: gęste krzaczory i drzewa, w tym niesamowite lasy namorzynowe, mangrowia od mangrove, wiecznie zielonych drzew, które „chodzą”. Jako jedyne mogą żyć w pobliżu słonej wody. Ich korzenie, wystające ponad powierzchnię ziemi, skał lub wody, wyglądają jak nogi, które gdzieś je zaraz poniosą. A w korzeniach małże, kraby, ślimaki i ryby, w koronach ptaki, dla nas cień. Kawałek korzenia lub gałęzi daje początek nowej namorzynie. A ja sobie wyobrażałam tylko palmy. Właściwie palmę, bo nie wiedziałam, że jest ich tyle gatunków, kolorów, wysokości, kształtów liści i owoców. Tropikalny raj rozmaitości.
Szał ciał, orgia dusz. Wyspa Sanibel tworzy rodzaj pułeczki w Zatoce Meksykańskiej, na której osiadają tysiące muszli. O Sanibel Stoop, przygarbieniu w stylu Sanibel, powiedział mi teściu. To pozycja zbieracza muszli, którą praktykują na plaży wszyscy. Powtórzę się w katalogowaniu: muszlowe tulipany, oczy rekina, gałki muszkatołowe, kąkole, koncze (ang. Conch, czytaj konk), junonie, skrzydła indyka, łapy kota i lwa, to tylko niektóre rodzaje muszli, które znaleźliśmy.
Na wyspie stoi Muzeum Muszli, i organizuje się corocznie Sanibel Shell Fair, z muszlowymi ornamentami "walentynek żeglarzy" (sailors' valentines):
Takich cudów zrobionych z muszli nie widziałam. Nie chodzi o oblepione nimi ramy luster. Chodzi o choinki bożonarodzeniowe przystrojone ususzonymi konikami morskimi, muszle zaaranżowane by imitować orchidee, figurki zrobione z muszli, albo takie niespodzianki:
Nawet pierwsi mieszkańcy wyspy, plemię Calusa, używało muszli jako narzędzi, albo do obsypywania ścieżek, by nie były błotniste. A potem podbili ich Hiszpanie. Podbili europejskimi zarazkami i choróbskami, o broni palnej nie wspominając. I zostawili po sobie nazwę aligatora, od hiszpańskiej "jaszczurki", el lagarto.Czego każdy Portlandczyk szuka na Sanibel, a nie znajdzie - w następnym odcinku!
Najbardziej mi się spodobało:
ReplyDelete"...zwiedziliśmy trzy razy: bez lornetki, z lornetką, i z teściem,..."
ale oczywiście fotki niesamowiete!